Piatkowy dzień w pracowni nie sprzyja weekendowym rozmyślaniom. Ogólnozakładowe napięcia, pretensje, porządki. Szukujące się premie stawiaja nas na nogi, nowe postanowienia i mobilizacja. A ja spóźniona…. za dużo.
W tym wszystkim Angielski Pan, który śmiechem zdołałby utłuc lecącą muchę, i mi wprost do ucha… nie chucha, nie dmucha, ale ryczy ..i zaraża swym śmiechem od którego bolą mięśnie
On jest zawsze poza wszytskim, poza napięciami i sporami, nasz własny nauczyciel, ostatnio z ogromnym zacięciem, prawdę mówiąc wszyscy przy nim dziecinnieją, a ja ściągam na testach
Marzec 17th, 2006 at 15:05
dobra dobra zupa z bobra.
nie rób błedów ortograficznych i literówek.
Nie trzebabylo jesc tyle grzanek u mnie.
o!
Marzec 20th, 2006 at 13:33
a dzis piękny dzien, piekny w wiadomosci
juz za 3 tygodnie mąż będzie miał już sprawna bo po operacji
rękę.
Marzec 21st, 2006 at 15:36
dziś wtorek – mały potworek