To miałbyć zwykły ślub, bez białych gołąbków, ceregieli, skrzypiec, falban i krynolin, całego tego och i ach. Jakież było moje zaskoczenie gdy w trakcie tych raptem 20 minut na gałki cisneły się łzy, usta pragnące zachować pozór twardości niezdarnie wyginały się i drżały. Co było w tym zjawisku takie wzruszające, na pewno nie przedstawiciel Urzędu, fakt starał się w jak najbardziej idylliczny sposób przedstawić formułkę małżeństwa – małżeństwo to dobrowolne oświadczenie woli itp, ale takich scisłych definicji nawet sam Jezus z polotem by nie przedstawił.
Wzruszyły mnie okoliczności, ich sytuacja rodzinna, samo to, że zdecydowali się wreszcie sformalizować swój związek, Oni patrzący na siebie i obiecujący miłość, i Lewek raz po raz przy Jej lub Jego nodze, jak z zwykle z wojowniczą miną. To Lewek był wyciskarką łez
Po późniejszym rozeznaniu weselnym okazało się, że cała masa toczyła walki ze zwilżonymi gałkami, żeby się całkiem w tym całym szczęsciu nie rozpłynęły….
Wiecznej pakierowej miłości z całego serca im życzę:)