I znowu na miejscu rutynowego czuwania. Aż trudno uwierzyć, że jeszcze wczoraj jedynym ogłuszajacym dźwiękiem było rechotanie żab. Nie mam czasu na podsumowanie. Było bosko, a reszta niebawem, jak przetrawię pobyt w Solcu. Zawsze miałam opóźnienia w dotrzeganiu chwili i docenieniu jej.
W pracy spokojnie, waluty do wprowadzenia od stycznia, przygotowywanie segregatorów dla ksiegowych i rutyna tzn, Aga piłuje paznokcie rozmyślając o swoim kolczyko blogu
żyć nie umierać…
Po południu idziemy się ukulturalniać, Żożo , Wypiłowany Paznokiec i Ja konsumować bedziemy teatr dla kobiet o kobietach. Zobaczymy, co tez “One” wymyślą.
Maj 4th, 2006 at 18:06
ulotne chwile
nie lubie jak chodzisz gdzieś beze mnie.