Dzisiejszy dzień nie odznaczał się niczym szczególnym poza faktem, ze zaczynam dojrzewać do zmian. W zasadzie w pracy rutynowo, gałki przesuszone od wlepiania w monitor, palce od klepania. Wszystko na nic. Dojrzewam do tego, zeby wreszcie wziac ster swojego życia. Nie mogę ciągle płynąc z prądem, gdzie poniesie tam się odnajdę i chociaz nie dokońca szczęśliwa trwam. Takie dezycje wymagają jednak odwagi, a przede wszystkim wiary w siebie. I masa rozwiązań, niewiadomo w co się zaangażować, czy w budowanie rodziny, czy najpierw w budowaniu samej siebie,a później ich wszystkich. Z drugiej strony życie mam jedno, jeśli nie znajdę w nim miejsca na samorealizację to prędzej czy później zaschnę jak kwiatek który choć na słońcu, bez wody nie ma szans. I nie mam do nikogo pretensji że jestem w takim punkcie. Może tylko dziękuje moim aniolom stróżom, że nie pozwalają mi na akceptację mojego tak spokojnego życia. Ciągle chcę więcej, jednocześnie bojąc sie ryzyka i nie znajdując w sobie siły. A wskazówki zegarów drżą z sekundy na sekundę nieugłaganie, czas nam przeznaczony odliczając.
Przede mną wyznaczona granica. Zakończyć to co rozpoczęte, rozpocząć nowe i być konsekwentna. Czy konsekwencja to cecha charakteru wrodzona czy nabyta?? jak sie jej nauczyć. Powiecie pewnie, poprzez ćwiczenia. Zacząc od małych kroków, by później stać sie mistrzem. No cóż, dobrze że mam bloga, to nie pozwoli mi po raz kolejny zapomnieć o tych rozważaniach i uśpic mojej czujności codziennymi przyjemnościami.
Na kolację z mężem serwujemy twarożek ze szczypiorkiem i rzodkiewką.. i ciemne pieczywo….ble. To początek ćwiczeń, konsekwentnie od kilku dni nie pożywiam się żadnymi bułami , ziemniakami i innymi zapychaczami.
A jutro juz naprawde z ręką na sercu wyruszam zapisać się na egzamin z prawa jazdy, ot co!
Maj 16th, 2006 at 20:27
trzymam za słowo