Dzień po jest zawsze próbą kontroli i retrospekcji wydarzeń. Siedzę więc w pracy od ósmej ledwo żywa i wspominam ten taniec – prawie rosyjskie tango z akcentem rockndrollowym – i powstrzymać od usmiechu się nie mogę. Nawet nie podejrzewałam, że taki silny facet z Porucznika Wani, majstersztyk taneczny po prostu.
Nigdy wcześniej nie miałam okazji bawić się przy rosyjskiej muzyce, ropiętość gatunkowa ogromna także było z czego wybierać. Nieugłąganie gęstniejąca noc poplatała nam szyki, więc obczepiona znaczkami z czasów świetności socjalistycznej rosyji – z wielkim wodzem na piersi wróciłam szczęśliwie do domu, a ze mną i Mąż Mój Łukochany.
cze
2
Dzień po z Leninem na piersi
Posted in Bez kategorii | 1 Comment »
One Response
Leave a Comment
Czerwiec 5th, 2006 at 07:15
Było fajnie i mam nadzieje, ze w podobnym składzie po mojej sesji gdzies trafimy do jakiegos klubu sie pobawic w Piatek a nie w dzien roboczy.