Kurcze kurcze, jeszcze wczoraj myślałam o modelu młodej rodziny, który to widzi mi się następujaco - On Ona i Ono = zwierz. Zwierz to albo pies, albo królik, albo kot, jednak statystycznie najczęściej występuje kot. Nie sądzę, żeby miał to być jakikolwiek substytut dziecka, po prostu z żywym stworzeniem żyje się przyjemniej. Obowiązki pielęgnacyjne też bywają urokliwe ( sraczka luisa i spacery w 20 minusowym mrozie o 5 nad ranem
) i co tu dużo mówić, kto żyje w takim układzie sam wie, jak zwierzę potrafi rozczulić swoim uczłowieczeniem.
No więc rozmyślałam o tej obawie, rodzącej się w naszych młodych, niepewnych umysłach, o odpowiedzialności, którą boimy się podźwignąć, o planach na lepsze życie, o tym, że i ja jeszcze czuję się dzieckiem nie przygotowanym do roli rodzicielki, a 25 -letnie koleżanki matki mogłabym zliczyć na palcach jednej ręki…
aż tu nagle dociera do mnie wieść radosna, że jedna z Pań mi współletnich, z którą grywałam w karty na matmie i jako matki wyobrazić sobie nie mogłam, postanowiła właśnie wcielic się w tę rolę.
Z jednej strony radość, z drugiej zdziwienie, a z trzeciej ulga, ufff myślę, szlak się przeciera. Może dojdzie do mnie w końcu, żem już nie pacholęciem i że ja także życie nowe podarować mogę
cze
21
Niespodzianka w pierwszy dzien lata
Posted in Bez kategorii | 1 Comment »
One Response
Leave a Comment
Czerwiec 23rd, 2006 at 10:31
czekam na wczorajsze wrażenia Twojego organizmu
na skalpel