To dziwne, ale już od czasu dziecięństwa posiadam świadomość kruchości istnienia. Zapewne z powodu leserstwa i beztroski nie myślałam o tym dostatecznie długo i namiętnie, by dojść do wniosków conajmniej błyskotliwych, które spisane nastepnie na kilometrach “pergaminu”, uczyniłyby ze mnie znaną poszukiwaczkę sensu istnienia istoty świadomej swego przemijania.
Miast godzinnych rozmyśleń, pedałowałam chudymi nóżkami jak szalona, a także wcielałam się w rolę matki, pieska, małpki tudzież innych dziwnych postaci.
Tylko czasem, głaskając kota nachodziła mnie myśl niesforna, że wystarczy raptem mocniejszy uscisk, obręcz z dłoni na szyi zwierzątka i cap… przemija.
Nie było to bolesne, ani radosne, a uczucia możliwości pozbawiania życia nie da się opisać. Było inne, dziwne, niebezpieczne.
Kiedy stoję wysoko na poreczy, wiem, że wystarczy tylko się przechylić i wszystko odejdzie. Gdy stoje na balkonie z bylejakim przedmiotem, zdaję sobie sprawę, że jeden nieopatrzny ruch, i po krótkim locie rozpadnie się w drobny mak.
To daje mi poczucie, że nie warto przywiązywać się do rzeczy materialnych, że one są jedynie narzędziem do spełniania swoich potrzeb. Chociażby kosztowały nas wiele, jedno wydarzenie może sprawić że przeminą. Nie ma sensu marnować czasu i możliwości na dążenie do uciech materialnych jeśli wyścig ten toczy się kosztem naszego życia wewnętrznego
lip
31
Przemijanie
Posted in Bez kategorii | No Comments »
Leave a Comment