W te upalne dni ciężko żyć w mieście. Moim pseudo wyzwoleniem jest praca w klimatyzowanym pomieszczeniu, pseudo, bo po wyjściu upał wzmaga się wielokrotnie.
Kiedy wkraczam na ulicę żelazną, bucha na mnie niczym para z osławionej lokomotywy fala gorącego powietrza. Czuję zapach rozgrzanego asfaltu, świat faluje promieniami słońca, budynki jak baterie, nie potrafią zrobic użytku z naładowanej energii.
Wszystko to sprawia, że czuję się jak zamknięta w kabinie ciasnego solarium z zepsutym nawiewem:)
Jadąc tramwajem myślę, jak skupię się w takim piekle na egzaminie …. czekam i zdycham w ośrodku ..aż tu nagle otwierają się drzwi, wszyscy zajmują swoje miejsca i niespodzianka, sala jako jedyna w całym tym burdelu jest klimatyzowana
po chwili nachodzi refleksja, że to o sprzęt chodzi , nie o zdających …
Zdany egzamin rozbudził apetyt, a odbyty trening poskramiania stresu, odbił się na mej piersi unoszonej rytmicznie przez walące serce. Teraz obiecałam sobie, że choćby serce miało wyskoczyć, to ręcę pozostaną spokojne, uśmiech na ustach i głos aksamitny, trzeba ich wziąć podstępem, niech nie myślą Ci sadyści czerpiący ze źródła ludzkiej ropaczy, że i ze mnie cień smutku wycisną ! jak niezdam… :/
lip
12
done
Posted in Bez kategorii | 3 Comments »
3 Responses
Leave a Comment
Lipiec 12th, 2006 at 09:32
ciesze sie, że pierwszą łatwiejszą niestety część masz już za sobą
Lipiec 12th, 2006 at 13:13
Dasz rade Madziu, wierze w Ciebie
Lipiec 12th, 2006 at 13:55
od razu mi lepiej