W te upalne dni ciężko żyć w mieście. Moim pseudo wyzwoleniem jest praca w klimatyzowanym pomieszczeniu, pseudo, bo po wyjściu upał wzmaga się wielokrotnie.
Kiedy wkraczam na ulicę żelazną, bucha na mnie niczym para z osławionej lokomotywy fala gorącego powietrza. Czuję zapach rozgrzanego asfaltu, świat faluje promieniami słońca, budynki jak baterie, nie potrafią zrobic użytku z naładowanej energii.
Wszystko to sprawia, że czuję się jak zamknięta w kabinie ciasnego solarium z zepsutym nawiewem:)
Jadąc tramwajem myślę, jak skupię się w takim piekle na egzaminie …. czekam i zdycham w ośrodku ..aż tu nagle otwierają się drzwi, wszyscy zajmują swoje miejsca i niespodzianka, sala jako jedyna w całym tym burdelu jest klimatyzowana
po chwili nachodzi refleksja, że to o sprzęt chodzi , nie o zdających …
Zdany egzamin rozbudził apetyt, a odbyty trening poskramiania stresu, odbił się na mej piersi unoszonej rytmicznie przez walące serce. Teraz obiecałam sobie, że choćby serce miało wyskoczyć, to ręcę pozostaną spokojne, uśmiech na ustach i głos aksamitny, trzeba ich wziąć podstępem, niech nie myślą Ci sadyści czerpiący ze źródła ludzkiej ropaczy, że i ze mnie cień smutku wycisną ! jak niezdam… :/
lip
12
done
Posted in Bez kategorii | 3 Comments »
lip
10
czeregród
Zapakowana w maluchu z dwoma wyżlistymi psami, jeden lepszy od drugiego udałam się do ogrodu na zbiór cierpkich ze słodkości czereśni. Dorodne, twarde i soczyste, połyskujące karminem w blasku palącego słońca wypełniły żołądek. Co było potem lepiej zachowam dla siebie..
Posted in Bez kategorii | 3 Comments »
lip
7
zaniedbanie
Jakoś ostanio brakuje mi pomysłów i może mniej zauważam.. w każdym razie to co obserwuje nie składa mi się do pisania czegokolwiek.
Nie chcę, żeby ten kawałek miejsca dobrej żony (jaką jestem
) polegał tylko na relacji co u nas słychać, z drugiej strony przecież to najczęściej zadawane przez ludzi pytanie.
Każdy jest zmuszony o to zapytać, a tak naprawde połowa informacji ginie gdzieś w kanałach systemu.
Ja osobiście za swoje dziury w pamięci najmocniej przepraszam.
W ramach przypomnienia nadmienię, że w zeszłym tygodniu pełna sprzeczności wzięłam udział w Warszawskiej Masie Krytycznej, która w fanastyczny sposób zakorkowała centrum. No ale nie o korki tu chodzi, a o to, by zauważyć jak ważne i odciążajace dla ulic są w mieście ściezki rowerowe. Ilość osób biorących udział w masie to prawie 2000 osób??? czy nie wolelibyby przemieszczać się do pracy rowerem??
W obecnej sytuacji nie mam ochoty jechać w towarzystwie śmierdzących, rozgrzanych tirów, ani zostać wyeliminowana z życia przez nieuważnego kierowcę. Cóż to za przyjemność podróżować za setkami rur wydechowych… żadna. Dlatego kiedy juz jestem na masie , co zdarza sie nader rzadko, pękam później z dumy, że dałam radę, że byłam, że przyczyniłam się do uświadomienia komuś czegoś, choć tej świadomosci jeszcze nie widać.
A skąd wątpliwości ?, z lenistwa, po prostu to co mogliśmy robić razem, muszę sama, a na to nie zawsze mam takie chęci jak kiedyś, w latach pierwszej świeżości, dzikości natury i optymizmu.
Zaniedbałam tych kilka osób, zaciekawionych naszymi losami. To dlatego, że ochota na najprostrze rzeczy nas opuszcza.
Gdzieś na horyzoncie tli się wizja wyjazdu i to jest punkt odniesienia.
P.S. Luis wyrzygał dziś na świeżo umytą podłogę 4 malutkie, całe jabłuszka i rozpuszczoną karmę, smród okropny, widok jeszcze gorszy. Wyżeł , kochana psina, nie zamienię na innego
Posted in Bez kategorii | No Comments »
lip
3
Takie tam
Z niecierpliwością wyczekuję środy… pozbycia się żywicznej masy z ukochanej rączyny, która niesprawna od ponad trzech miesiecy nie może spełniać żadnych funkcji. A okazuję się że miała ich kilka. Od tych ważniejszych jak zmywanie naczyć
, prowadzenie samochodu, opierunek nad pozostałymi członkami ciała.. do tych najmniejszych uciech mi świadczonych, takich jak przeczesywanie włosów, drapanie tu i ówdzie, szczypanie, przyciskanie, łaskotanie…
Oby w środę nasze nadzieje na oswobodzenie nie okazały się płonne, rehabilitacja była krótka i skuteczna, a ręka szybko sprawna.
Teraz w moich wspomnieniach trywialne zakupy spożywcze urastają do rangi randki przy świecach wieczorową porą. Brakuje mi wspólnego ładowanie marchewek do koszyka, stania w kolejce, wnoszenia siat na 7 pietro, brakuje łażenia po ikei, wyszukiwania pierdół do domu i grzebania w menelowych kramikach rozmaitości na Olimpii…
Dobrze że przynajmniej w ten weekend udało się zebrać do kupy Męża z psem i wyjechać na słodką wieś, zawsze jednak okazuję się, że słodycz zabarwiona jest goryczą tworzących ją ludzi – olewczy stosunek i rozczeniowość Ojca, pośpiech Mamy, wieczny charmider, rozgardiasz, krzyk…. dziki luis, biedne koty, niespokojny sen, a nad wszystkim niewzruszona upływem czasu ogromna topola. Pomimo goryczy słodkie są chwile rozpustnego lenistwa w cieniu drzew, spokóju dusz i pogaduszek z Mamą. Jazda rozklekotanym maluchem i młodości beztroskiej wspomnień czar
Posted in Bez kategorii | 2 Comments »