Jakoś ostanio brakuje mi pomysłów i może mniej zauważam.. w każdym razie to co obserwuje nie składa mi się do pisania czegokolwiek.
Nie chcę, żeby ten kawałek miejsca dobrej żony (jaką jestem
) polegał tylko na relacji co u nas słychać, z drugiej strony przecież to najczęściej zadawane przez ludzi pytanie.
Każdy jest zmuszony o to zapytać, a tak naprawde połowa informacji ginie gdzieś w kanałach systemu.
Ja osobiście za swoje dziury w pamięci najmocniej przepraszam.
W ramach przypomnienia nadmienię, że w zeszłym tygodniu pełna sprzeczności wzięłam udział w Warszawskiej Masie Krytycznej, która w fanastyczny sposób zakorkowała centrum. No ale nie o korki tu chodzi, a o to, by zauważyć jak ważne i odciążajace dla ulic są w mieście ściezki rowerowe. Ilość osób biorących udział w masie to prawie 2000 osób??? czy nie wolelibyby przemieszczać się do pracy rowerem??
W obecnej sytuacji nie mam ochoty jechać w towarzystwie śmierdzących, rozgrzanych tirów, ani zostać wyeliminowana z życia przez nieuważnego kierowcę. Cóż to za przyjemność podróżować za setkami rur wydechowych… żadna. Dlatego kiedy juz jestem na masie , co zdarza sie nader rzadko, pękam później z dumy, że dałam radę, że byłam, że przyczyniłam się do uświadomienia komuś czegoś, choć tej świadomosci jeszcze nie widać.
A skąd wątpliwości ?, z lenistwa, po prostu to co mogliśmy robić razem, muszę sama, a na to nie zawsze mam takie chęci jak kiedyś, w latach pierwszej świeżości, dzikości natury i optymizmu.
Zaniedbałam tych kilka osób, zaciekawionych naszymi losami. To dlatego, że ochota na najprostrze rzeczy nas opuszcza.
Gdzieś na horyzoncie tli się wizja wyjazdu i to jest punkt odniesienia.
P.S. Luis wyrzygał dziś na świeżo umytą podłogę 4 malutkie, całe jabłuszka i rozpuszczoną karmę, smród okropny, widok jeszcze gorszy. Wyżeł , kochana psina, nie zamienię na innego