Godzina 17.25, wczesny, środowy wieczór, spędzam w bezruchu i beznadziei opychając się słodką chwilą od Dr Oetkera, ani to słodkie, ani na chwilę, ogólnie szit z grudami i mnóstwem sztucznego gówna, ale ładnie pachniało (kiedy koleżanka się opychała) więc postanowiłam spróbować. Dzidzia narazie też nie protestuje, więc jem, wiedząc, że głód czycha tuż za rogiem,a kiedy dopadnie, zwinę się w konwulsjach i złym samopoczuciu.
Na moim czole w okolicach brwii, od wczoraj połyskują dwie ślicznie symetryczne diody, nazwane pieszczotliwie różkami, boli i sprawia że czuję się obrzydliwie.
Do tego wszystkiego brzuch nie rośnie, dziecka nie czuję, radość życia mnie nie zalewa. Gdzie te uroki ciąży?? no gdzie???
Następna notka bedzie pozytywna, jeśli tylko zdołam napisać ją rano, nie wieczorem.. :/
Listopad 16th, 2006 at 15:52
Dziś chyba lepiej. Wieczorem leżysz nie ruszasz się
Listopad 24th, 2006 at 22:29
dooobre, spoko madzia jeszcze tylko 20 lat i bedziesz miala jego alias ją z głowy