Dzień wypoczynu, porządków i czytania prasy, taki mamy malutki zwyczaj. Jeszcze żebym miała ochotę na te porządki…ale właściwie jej nie mam. Zazdroszczę Luisowi, że tak spokojnie śpi i sama chętnie wpadłabym na herbatkę do Morfeusza.
Narazie jako mama niezwykle elegancka wpadłam do kosmetyczki pod blokiem, pachnącej kwaśnym odorem przetrawionych kawą papierosów, która to za całe 20 zł przeobraziła mnie w “replikę” babci wiadomo czyjej
Styczeń 27th, 2007 at 14:17
wiadomo
ale cii… bez nazwisk.
Takie Słońce, koniecznie idź na spacer. Chociaż za mnie, że ja tu w pray kibluje.