spętał mi ciało o poranku, jak białym prześcieradłem, stary skurwiel! nie dał się normalnie ubrać, zjeść, wyjść. Wyciskał łzy, które nie zechciały popłynąć. Zmuszał do melancholii, ale ta nie nadeszła, albo ja nie wiedziałam jak ją przywołać. W geście rozpaczy omiotłam wzrokiem pułkę z ulubionymi książkami, jakby to one były powiernicami moich dawnych tajemnic. Jakby potrafiły wyrywać z chwilowej samotności i poczucia inności, łagodzić, uspokajać, normalizować.
Dzisiaj jestem tym prześcieradłem, parszywym smutkiem, ręcę związane, twarz wykrzywiona, nie podchodzić proszę, nie głaskać… zostawić w spokoju. Dawno już tak nie było.
lut
19
smutek
Posted in Bez kategorii | 2 Comments »
2 Responses
Leave a Comment
Luty 19th, 2007 at 11:44
sie narobiło..
Luty 24th, 2007 at 08:50
ejjjjjjj nie dać się! być silna kobieta!