smutek

spętał mi ciało o poranku, jak białym prześcieradłem, stary skurwiel! nie dał się normalnie ubrać, zjeść, wyjść. Wyciskał łzy, które nie zechciały popłynąć. Zmuszał do melancholii, ale ta nie nadeszła, albo ja nie wiedziałam jak ją przywołać. W geście rozpaczy omiotłam wzrokiem pułkę z ulubionymi książkami, jakby to one były powiernicami moich dawnych tajemnic. Jakby potrafiły wyrywać z chwilowej samotności i poczucia inności, łagodzić, uspokajać, normalizować.
Dzisiaj jestem tym prześcieradłem, parszywym smutkiem, ręcę związane, twarz wykrzywiona, nie podchodzić proszę, nie głaskać… zostawić w spokoju. Dawno już tak nie było.

Posted in Bez kategorii | 2 Comments »

2 Responses

  1. mąż Says:

    sie narobiło..

  2. brubru Says:

    ejjjjjjj nie dać się! być silna kobieta!

Leave a Comment

Please note: Comment moderation is enabled and may delay your comment. There is no need to resubmit your comment.