Choć tak naprawde start nastąpił osiem miesięcy temu, teraz to już inny poczatek. Od dzisaj jestem na oficjalnym, dozwolonym psychicznie zwolnieniu… zabrałam z biurka swoje drobiazgi i spakowana w dwie i pół reklamówki przeniosłam się do domu ![]()
Teraz tutaj mogę spędzać swój wolny czas, czyniąc go użytecznym dla siebie, dziecka męża i innych w stopniu znacznie przewyższającym dotychczasowy.
Jest tyle rzeczy do zrobienia, że nie wiem od czego zacząć. To niewiedza dosyć przykra, bo może doprowadzić do marnotractwa czasowego, a tego chce bardzo ale to bardzo uniknąć.
Pozytywem zapewne jest moje swietne samopoczucie, za co dziękuje naturze serdecznie, nie ma to jak babsko wychowane na wsi
zahartowane, mięsiste i zdrowe jakim to (okazało się) jestem przykładem. Nadal dziarskim krokiem przemierzam ulice miasta, dzidzia lubi nasze szybkie spacery i jeszcze nigdy nie zaprotestowała, oby stan tej obopólnej szczęśliwości matki i dziecka trwał jak najdłużej… do terminowego “wyjścia” pozostało bowiem 54 dni
P.S Przez to skupianie się na przemijającym czasie całkiem zapomniałam o naszej wczorajszej, iście holywoodzkiej przygodzie, której streszczać nie muszę, gdyż Monsz zrobił to mistrzowsko. Polecam !!!
Marzec 1st, 2007 at 12:41
czasami warto trochę poleniuchować ….
Wiem że czas szybko płynie, ale wydaje mi się, że wszyscy zbyt mocno poddają się temu pędowi.
Marzec 1st, 2007 at 12:42
w końcu – tyle na to czekałem, umiesz organizować dobrze czas
więc będzie dobrze
Marzec 1st, 2007 at 17:46
oczywiscie masz racje, dzisiaj to poniekąd był czas lenistwa, bardzo przyjemny.