Hmm.. nie wiem doprawdy kiedy minęło 14 dni bez pracy, rozeszły się po kątach, chwile pozostawione w autobusach jadących godzinę do centrum, na przystankach, w zamyśleniach i we śnie. Nadal nad głową remanent wszystkich posiadanych w domu rzeczy, no bo przecież dla Niej musimy przygotować odpowiednią przestrzeń.
Poświęciłam znowu kupę czasu na dodatkowe jazdy, a tu klops, także wczoraj bliska załamaniu z przeciekającą solną balią zalałam cały przystanek na którym czekałam na Łukochanego lamentujac w niebogłosy. Naszczęście najpiękniesjszy bukiet jaki w życiu dzierżyłam w dłoni, wyłonił uśmiech i o to chodziło.
Powodem do zadowolenia jest jednak to, że po przejściu czarnego szlaku zbierania dokumentów do banku wreszcie mamy kredyt a tym samym mieszkanie!!!!!pozostaje wiara, że się szybko wybuduje, bo narazie za 100000 zł kupiliśmy sobie kilka betonowych płyt i wystające z nich pręty, ale jakie widoki na przyszłość
P.S Zamówienie u “Gładkiego” złożone ;D
i bukiet:

a mówiłam, że kwiatów nie dostaję..
Marzec 15th, 2007 at 15:53
wszystko fajnie
ciasto jest ?
tyle dni juz na zwolnieniu i żebyś ciasta mężulkowi nie zrobiła ?
Marzec 16th, 2007 at 10:36
ciekawe czy dzis bedzie ciasto ?
Marzec 16th, 2007 at 10:54
Gratulacje za wytrwalosc i zwyciestwo w walce z polska biurokracja!!! Buzka
Marzec 16th, 2007 at 10:55
dzisiaj bedzie niespodzianka, zupa z kleszczy :/