Utarło się tak jakoś w świadomości ogółu, że kiedy fryzjer reprezentuje odmienną orientację seksualną od oficjalnie przyjętej w kraju to ma w sobie to coś, jakiś dar wpływu na włosa czy coś, że się zajebiście obcina i już.
No więc poszliśmy z Mężem do takiego jednego, co to u J. Tupało i Wilczyńskiego strzyże, z namaszczeniem nas podotykał po głowie, w pewnym momencie rozcierał mi nawet czaszkę co by sprawdzić jej kształt, ale na moje pytanie “i co ” odrzekł “i nic”, także nadal żyje w nieświadomości jak to mam ukształtowaną łepetynę pod masą cienizny, której wczoraj mnie pozbawił.
Ogólnie czujemy się dobrze, ja mam bardzo krótko, acz wygodnie, bo włosie przylega do skóry mocno, nawet stać nie chce, choć takie było pierwotne założenie twórcy. Mąż twierdzi, że na niego zabrakło wizji, szkoda, może następnym razem, a może powinien zapuścić dla odmiany, żeby było z czego ciąć…
Naszą mistrzynią w zmianie wizerunku pozostaje Pani Bru Bru, której przydałoby się raz na jakiś czas wrzucić swój autoportret… bo chyba za mało myśli o sobie
z pozdrowieniami!
mar
29
Postrzyżyny
Posted in Bez kategorii | 1 Comment »
One Response
Leave a Comment
Lipiec 5th, 2007 at 11:32
hehe no właśnie nie pomyślałam o autoportrecie
chyba w ogóle nie mam, mam fajne zdjęcia zrobione przez bombę co cyka