Miałam pisać na gorąco, ale nie dało się wyrwać z nowego życia choćby na chwilkę. Teraz emocje opadły, przyzwyczajamy się do statusu rodziców. Mama Magda, Tatuś Przemek, Córcia Blanka, Pies Luis – rodzinka w komplecie. Czasem wpadnie Babcia z Dziadkiem, czy Wujek z Ciociami, ale nasza najściślejsza rodzina jest najważniejsza. Trzymamy się mocno razem i tęsknimy, kiedy tylko jedno z nas oddali się chociaż na moment.
Zawsze miałam problem z docenianiem darowanych mi przez los rzeczy, wszystko od lat pozostaje w normie, coś mija, coś tracę, wtedy tęsknie i pragnę na nowo.
Powiem szczerze, wcale nie chciałam tak szybko rodzić, w tym stanie posiadania Blanki tylko dla siebie pod sercem było mi cudownie. Ona taka spokojna, że aż nadto, że aż brak obtłuczonych żeber i bezdechu w piersiach. Nasz prawie codzienny basen, chęć do działania, spokój, komu spieszyłoby się do tego osławionego bólu narodzin ?? Teraz patrzę na nią godzinami i żaluję że w brzuchu nie potrafiłam kochać jej tak jak teraz, kiedy wreszcie pozwolono mi jej dotknąć i objąć.
Na święta mielismy całkiem inne plany, W niedziele wielkanocną kładłam się na nowej kanapie u rodziców, a na stoliku obok spoczywały psikawki napełnione wodą na wypadek porannego ataku rodziny ![]()
Sen nie trwał jednak długo i już koło 1 się zaczęło. W pierwszej reakcji byłam zła, bo torba niespakowana, bo nie jestem przygotowana, bo śpiąca, bo jeszcze za wcześnie.
Później radząc sobie niezdarnie z bólami marzyłam tylko o tym, by znaleźć się pod opieką położnej, która powie mi jak je przetrzymać i pokonać. Pani Agnieszka spełniła moje oczekiwania, ale Przemuś spełnił je po stokroć!! już nawet nie musiałby nigdy mówić, że mnie kocha po tym wszystkim co zrobił, uczestnictwo w cudzie narodzin dziecka to najwspanialsza rzecz jaką rodzice mogą zrobić razem, teraz już to wiem. Czy bolało?? nie uważajcie mnie za dziwadło, ja wcale nie lubię bólu, ja po prostu lubię z nim walczyć. Z perspektywy tych parunastu dni, ale i zaraz po porodzie, uważałam, że ten ból nie stanowił granicy mojej wytrzymałości, dzieki ciepłej atmosferze, Przemka obecności i wsparciu jaki mi dawał, poświeceniu z jakim polewał wodą brzuch w czasie skurczu czy przytrzymywał spoconą z wysiłku głowę. Cały trud układa się w prosty schemat, który wystarczyło wspólnymi siłami wypracować by przetrwać do końca i być z siebie dumnym. A i tak finału tego spektaklu nikt nie zdoła opisać słowami, a nawet gdyby prówał, to uwierzcie, dopóki sami tego nie przeżyjecie, wyobrażenia to nic!
Kwiecień 22nd, 2007 at 14:47
Moja kochana dzielna Madziulka i jej kochany Mąż. Nawet nie wiesz jaka jestem szcześliwa czytając powyższe słowa…
Ściskam gorąco na miarę możliwości moich i Twoich
Kwiecień 22nd, 2007 at 19:25
Madziu..nawet nie wiem co mam napisac.. tak bardzo sie z Wami ciesze, szkoda tylko ze z tak daleka…ale wiesz co Madziu…tymi krotkim ale jak pelnym tresci tekstem pomoglas mi odzyskac wiare w milosc, rodzine i we wszytko to co w zyciu najwazniejsze..Dzieki…Buziaki dla calej czworki