Już wiem, że kosztem adaptacji mojego dziecka do nowych warunków jest ciągłe trzymanie jej na rękach. Dzisiejszy upał to rzeczywiście koszmar, na dworze 30 stopni, w domu o jeden mniej. ona ciagle rozdrazniona, ja głodna i juz zniecierpliwiona. jedyne co moge zrobic to postukac sobie w klawiature jedna reka, zawsze to lepiej niz ogladac klan czy mode na sukces, naszego hitowego filmu nie ogladam sama, bo jak wiadomojest zarezerwowany do odpalenia we dwoje.
w domu syf, garerobiane porzadki trwaja, kosztem tej operacji sa pudelka i wszelkiego koloru szmaty walajace sie po mieszkaniu. mam istny slalom z dzieckiem na reku, a lulis wiadomo co jakis czas sie trzepie sierścią
i wszystko pokrywa jej warstewka , ogólnie cudownie.
nie trace jednak fasonu klawej babki i siedzac przy zasłanym bluzkami stole, mysle spokojnie o dobrej i jakze zywej radzie prof. obrebskiej, ze najlepsza na upalne dni jest ciepla herbatka
wroc juz…
Maj 22nd, 2007 at 16:19
każdy swoje pisle chwali, i mi trudno nie wyrazić podziwu jak świetnie sobie dajesz rade
cmok
Maj 23rd, 2007 at 11:14
ocho widzę że powoli zaczynamy się rozumieć, wrócimy do tych rozmów o narzekaniu za 2 lata
Maj 23rd, 2007 at 12:38
już na nie czekam