Może rzeczywiście nie powinnam zwykłych zbiegów okoliczności sprowadzać do życiowych przesłań. To rzeczywiście nie koniecznie epokowe zdarzenie, ale fascynuje ciąg zdarzeń, w efekcie których znaleliźmy się na wspaniałym filmie.
No bo przecież gdyby Przemek szybko wygramolił się z łóżka i uciekł do pracy to nie wpadłabym na pomysł wyjazdu z nim do biura, a gdybym nie mogła pojechać tam gdzie wlasnie pojechalam to nie spotkałabym Reni, następnie Renia nie moglaby powiedziec mi jak to przez przypadek pomylila dni i kupila bilety WFF na środę. W zasadzie nie wiedziala co to za film, nie agitowala, bo jak sama stwierdzila jeszcze nie miala sie czym zachwycic w dokonanych wyborach projekcji, tak tylko zasugerowala, ze moze nam je oddac… jesli chcemy.
Troszke mi sie nie chcialo, ale no jak bym mogla, ja, mama czterech scian, spragniona wyjsc i paradoksalnie sie przed nimi broniaca ? Zdołając przełamac wszelakie niecheci oraz aranzujac wieczor Babci Marysi, troszke zła, bo zbyt wczesnie wyrwana z domowego kieratu i niewykonanych obowiazkow dnia (to charakterystyczne dla mnie, ze gdy malo czasu zaczynam sto rzeczy na raz), wreszcie wyjechalismy… do kinoteki.
Koty Pana Mirikitani – dokument- Nowy Jork – bezdomny Japonczyk, artysta malarz i jego koty, obóz Tule Lake, kwiaty i czerwone kłębiska, zamach 11 września, ludzka dobroć i pojęcie honoru 80 letniego, niezwykłego mężczyzny. Wszystko to podane w idealny sposób, taki, że z końcem filmu wclae nie chce mi sie ruszać z miejsca.
Po takich obrazach jestem lepsza, szczęśliwsza i pełna. Uczucie pełni, to je właśnie tak lubię, ostatnio zdarza sie bardzo często, na przemian ze zniecierpliwieniem na Męża i z tego powodu kłótniami. Bo jestem niemiła, po prostu zachwiałam się na poziomie tolerancji i coraz więcej rzeczy mnie irytuje… Pan Mirikitani uczy, że to niepotrzebne, moje problemy to kupa piór, wystarczy dmuchnąć i rozpierzchną się na 4 strony.
Październik 19th, 2007 at 09:31
bardzo dobre z tymi piórami
będę praktykować, a jak mocno dmuchnąć trzeba?
Październik 22nd, 2007 at 14:40
Jesteś wariatka jak Twoja Matka
Październik 23rd, 2007 at 10:14
To chyba nie jest takie proste… Ja jak dmucham to od razu pióra w ogień lecą, a chwilę potem i płomień gaśnie…
Pozdrawiam Cie kochana Madziu