Przynajmniej zdaję sobie z tego sprawę, a uświadomiony problem przestaje nim być???
Uwielbiam zakupy, może dlatego, że rzadko je robię. Taka jestem uradowana gdy staję się posiadaczką czegoś nowego, jeszcze bardziej, gdy mam świadomość upolowania ciekawej rzeczy w dobrej cenie.
Tak mnie ta radość nakręca, że aż mi wstyd, bo to przecież próżne, łatwe i zbyt proste. Poślednia satysfakcja.
Znacznie pełniejszą przyjemnością okazało się poznanie naszego nowego maleńkiego sąsiada. Ono ma niespełna centymetr, a już potrafi tak mocno wzruszać. Życzę mu jak najmilszego rozwoju w brzuszku mamusi.
Listopad 30th, 2007 at 11:01
taka mała fasolka?
Listopad 30th, 2007 at 19:49
no właśnie, zakupy, lepiej mnie z domu nie wypuszczać z pieniędzmi… chyba śmiało mogę powiedzieć, że jestem zakupoholikiem, ale przełożyłem tą jakże niebezpieczną cechę na coś pozytywnego dla siebie i bliskich – swój nałóg zaspokajam wykonywaniem codziennych zakupów (chleb, masło, jajka…) i dzięki temu mam przyjemne z pożytecznym.
a ta mała fasolka o której piszesz to coś wspaniałego – ja przez ostatnie 1,5 roku miałem szczęście obserwować rozwój podwójnej fasolki…