Urodziny mobilizują, skłaniają do podsumowań i przemyślań, w ramach skutków ubocznych wpada kilka dziwnych nastrojów.
Dobrze że P. wyciągnał mnie wczoraj do fryzjera i po trzech godzinach siedzenia w jednym miejscu, co przy dziecku jest nielada atrakcją wyglądam schludnie, akurat na 27 lat.
Kiedy Córeczka obudziła się o 7 widoki na dzisiejszy dzień nie zapowiadały się optymistycznie, poza kołdrą zimno, za oknem szaro i mglisto, w zlewie brudno…
po chwili namysłu, ubraniu B, nakarmieniu i zapewnieniu jej bezpiecznej rozrywki w okolicy łóżka, postanowiłam się dzisiaj wyspać na dobry początek dnia. To była właściwa decyzja.
15 minut po ostatecznym przebudzeniu, odebrane są już pierwsze życzenia, dyspozycja zburzenia ścianki złożona, a w środę o 13 przemierzać będę ulicę czerwonym Yarisem.
Piję mleko od krowy i słucham Diany Krall.
Marzec 10th, 2008 at 11:29
sie ciesze
Marzec 10th, 2008 at 22:51
sto lat, sto lat…
Marzec 10th, 2008 at 23:33
Jeszcze raz wszystkiego najlepszego