Od dzwonienia na wszelakie infolinie i wysłuchiwanie automatycznych sekretarek popadłam w ogólny marazm.
Gazownia do dupy, stoen tym bardziej. Za każdym razem to stracone pół godziny życia i bolący palec od wciskania jebanych guziczków. O limie nie wspomnę, bo tam dzwonię już w okolicy północy po “numerek”, zaczyna się robić całkiem jak w publicznej, tylko ta ma telefony do 16 .
W prądowni dobiła mnie jeszcze wytłuszczona drukiem anonimowa linia dla donosicieli.. aż miałam ochotę zadzwonić i się ponabijać, że kowalski spod 5 to proszem Paniom wam prąd podpierdziela, bo sen miałam o tym, a mnie sny nigdy proszem paniom nie mylom.
No a dzisiaj na ucho worda jeszcze trzeba było wrzucić, frustrujące to bardzo, kiedy dodzwonić się nie można, ponownie godzina zmarnowana, wypieki z wściekłości i nie ma komu wygarnąć.
Zdesperowana postanowiłam uderzyć na maila i …o Matko i wszyscy Święci, tam się ludzie przy komputerach nudzą normalnie, po 15 minutach dostałam odpowiedź…wprawdzie jeszcze nie tą o którą mi chodziło, ale przynajmniej jakieś oznaki życia.. hurrrra
Napisałam komuś, że mi od razu lepiej, że się tak szybko odezwali..bo ta sekretarka wyprowadziła mnie z równowagi.
Tymczasem spadam, bo właśnie słyszę jak Blanusia wzywa mnie z sypialni, swoim słodkim głosem wołając Tata
Maj 7th, 2008 at 17:28
zaraz wracam głodny jestem,
ale chyba pasibrzuch musi zwolnić tempo pożerania posiłków wieczornych
Maj 22nd, 2008 at 10:06
magda – mistrz kierownicy ;p