Deszcz zawsze nastraja mnie melancholijnie, najchętniej siedziałabym wtedy okryta ciepłym kocem, z grzanym winem w reku i papierosem, zawsze dopalanym tylko do pierwszej połowy, bo ta jeszcze smakuje, reszta jest gorzkim śmierdzielem.
W ucho sączyłaby się błoga, kojąca muzyka np. Zero7, Sade z ostatniej dobijającej niektórych płyty.
Odwieczne marzenie samotności jest we mnie żywe, bo prawie nigdy nie jestem sama.
I po co nam ta ciągła tęsknota za przeciwieństwem tego czego właśnie doświadczamy??? chyba po to żeby przeżyć życie ciekawie, nie spoczywać na laurach, sięgać po więcej.
Uwielbiam w takie dni jeździć samochodem, mam wtedy łagodne usposobienie i trudno wyprowadzić mnie z równowagi.
Przepuszczam zakapiorów wpychających się w ostatnim momencie na środkowy pas, jeśli to kobieta to co innego, płowię się w empatii, pewnie bidulka nie zauważyła kończącego się pasa…mężczyźni robią to z pełną premedytacją, kobitki na drodze są niczym zbłądzone owieczki.
Ta owieczka miała uśmiech anioła, długie blond włosy i ciekawego, starego mercedesa. Ten uśmiech znaczył wiele na świecie gdzie najgorszym wrogiem może być kobieta kobiecie.