- co dzisiaj robiłaś …???
- w sumie ?? hmmm nic ciekawego
wstałam o poranku ledwo ledwo, z “iso” przed oczami po wczorajszej obróbce zdjęć i trzęsąca się z zimna, bo zima już tuż tuż…
wraca okres kiedy prosto z łóżka biegnę wkurzona do garderoby po skarpetki, swetry, spodnie, żeby nie było żadnej szczeliny, by było miękko i ciepło.
Jemy śniadanie, podgrzewane na tosterze croissanty, z dżemem i serkiem wiejskim… jak zwykle zważonym ;/ ale i tak jest pysznie.
Blanka wsuwa razem z nami strzelając swoimi rozbrajającymi minami.
Pomaga Ci się ubierać, przynosi buty, naśladuje motocykl by w końcu koło 9 powiedzieć papa.
Kładę się jeszcze na kwadrans do łóżka, ale Ona ma inne plany, więc przechodzimy na brązowy dywan pobawić się.
Przypominam sobie o rosole, który mam dziś ugotować i potrzebnej doń włoszczyznie. W między czasie sprzątam troszkę i przygotowuje deser dla Blanki – gotowane jabłuszka z brzoskwiniami. Zapach rozchodzi się po mieszkaniu.
Ubieramy się w tysiąc i jedną warstw przeróżnych szmat i wreszcie wybieramy się do sklepu.
Blanka od razu pokazuje łapką w stronę placu zabaw i mocno akcentuje chęć udania się w tamtym kierunku (przeciwnym sklepowi).
Po zakupach udajemy się jeszcze na plac zabaw, gdzie Córka się bawi, a ja ćwiczę aerobik w piasku. Na huśtawce na przykład mocno pracują uda.
Wreszcie wracamy do domu, zbliża się południe. Zaczynam poszukiwania fridy do noska i aplikatora do syropku.
Przy wyciąganiu fridy odnajduję jednocześnie Twoją szarą koszulkę, masę kurzu i kilka maści, postanawiam odświeżyć zasłony i odkurzyć za łóżkiem, ale to potem. W każdym razie zasłony trafiają na podłogę w łazience.
Kładziemy się spać. Dość szybko udaje się uśpić Blankę, przytulona do piersi (nie ssąca) zasypia słodko w moich objęciach.
Wreszcie chwila dla siebie, przygotowuję kawę i siadam do komputera.
W międzyczasie wstawiam rosół i mięsko.
Poczta odebrana, mnóstwo badzików do wysłania.
Zabieram się więc do druku i przygotowania przesyłek, zbliża się pierwsza.
Blanka cały czas śpi.
Przesyłki zaklejone czekają na transport ![]()
obieram ziemniaki i wstawiam makaron.
siadam przed komputerem, loguję się na bloga i piszę mega długą listę wykonanych czynności
zapominam o makaronie który zamiast 8 gotowwał się 15 minut…
Plan na resztę dnia:
zjeść obiad
nakarmić Blankę
wstawić zasłony do prania
wysłać przesyłki, kupić unigrunt i wałki
pojechać do mieszkania
No i jak ja mam o tym wszystkim opowiedzieć???
p.s. może ktoś wie…
czy długość czasu spędzonego w kuchni wpływa wprost proporcjonalnie na ilość soli dodawanej do potraw???
mam wrażenie że ostatnio wszystko wychodzi mi za słone?? relatywizm kuchenny czy co?