małe miasteczka bywają groźne, choć urokliwe.
Tu panie w sklepie mięsnym plotkują o rodzinie i znajomych wybierając co lepsze kawałki karkówki czy schabu.
Zerkają z półuśmiechem na ekspedientkę, która już doskonale wie że Pani B. lubi z tłuszczykiem.
Małomiasteczkowość ma swój smak, ale ja najbardziej lubię jej puste wieczory.
Cisza w O. bywa przejmująca, sąsiedztwo pociągu przypomina dzieciństwo, a dzisiejszy prószący ledwo, srebrny śnieg sprawił że okolica jawiła się bajecznie.
W takich chwilach zaczynam czuć się jak w domu, choć w ciągu dnia, nadal jest mi obco i nieswojo.
lut
17
wieczór w O.
Posted in 1 | No Comments »
Leave a Comment