Nie wiem od czego to zależy, zupa pomidorowa wyszła całkiem “bez serca”,
od poniedziałku cierpię na jadłowstręt i jem bez przyjemności, mało tęsknie, mało myślę, mogłabym stać oparta o mur, wystawiona frontem do słońca i grzać się bezczynnie.
Przepełniona malkontentnym nastrojem, wykrzywiam usta w nieludzkim grymasie, mam ochotę pomarudzić, mówić mało albo wcale, palić, pić i czytać.
Może to efekt wczorajszego wieczoru i długiej rozmowy, dopiero po powrocie, pierwszy wykonany odruch , uświadomił mi, że nie było muzyki, co nie znaczy że jej brakowało. Nasze wypowiedzi przepełnione żywymi emocjami, opowieści, obawy..
Marzec 6th, 2009 at 19:47
lubię Cię czytać, nawet jak nic z tego nie rozumiem…