Ecco homo – oto człowiek. Człowiek, jako kwintesencja rozwoju, pierwiastek boskości, esencja życia?
Podczas codziennych autobusowych podróży obserwuję ich wszystkich wzrokiem przenikliwym. Kojarzę twarze, fakty, łącze elementy tych najtrudniejszych puzzli. Jemu wydaje się, że to głupie, a mnie w dziwny sposób intrygujące. Między spokrewnionymi szukam podobieństwa, zastanawiam się nad rolą społeczną jaką spełniają, co robią, czym się interesują, o czym myślą.
Bo autobus to taka próbka społeczeństwa, w której rozmaitosci znajdzie się uczeń, babcia, dziadek, Pani z gipsem, niepełnosprawny, brzydki, śliczny, bogaty, biedny, śmierdzący, cały w złocie, z dzieckiem w wózku i z dzidzią w brzuchu.
Całą ferajna zmierzamy do pewnego porannego celu, często wieczorem z tymi samymi twarzami wracamy po celu osiągniętym do domów. Nie odzywamy się , bo przecież nie znamy. Choć wiemy w którą stronę idziemy, a może nawet z jakich okien później wyglądamy. Podążamy gdzieś, ocierajac się o siebie wzajemnie, patrzymy sobie w oczy, tajemnicze , milczące. Jest nas tylu, że nie sposób znać każdego.
Marzec 4th, 2011 at 14:14
Mam to samo, Patrycja zawsze mówi, że kiedyś dostanę w pysk za te moje obserwacje. Mimo wszystko ciągle to robię.