upajam się

Chwilą samotności, gorącą herbatą z sokiem malinowym i nic nie robieniem, choć powinnam już to i tamto.
Ela murzynka łagodnie zawodzi, jeszcze przed chwilą tańczyłyśmy z Blanką do swingujących rytmów.
Teraz Córcia naciąga Tatusia w sklepie na cucu i inne rozkosze.
Dla dzieci oralne doznania to magia, smak cukru wypełnia je radością po same uszy, nie trzeba się wiele namęczyć by zrobić im przyjemność.
A ja co, zamiast myśleś o tej cudnej chwili i ją wykorzystać piszę farmazony o moich okalających mnie dzieciach.
Z nimi uwięziona, jednocześnie pogodzona, bo czymże są te trzy lata w całych naszych kilkudziesięciu życia.
Codziennie bolą mnie cuda, których doświadczam i wiem, że zaraz przeminą zapomniane.

Posted in Bez kategorii | No Comments »

zbyt wiele

Dziś dotarło do mnie że wzięłam na swoje barki zbyt wiele.
Jako matka dwójki małych dzieci, właścicielka przerośniętego wyżła, kucharka, sprzątaczka, niespełniona zawodowo osoba, bez wyraźnego planu na życie.

Z przeciążonym kręgosłupem, w który przynajmniej raz w tygodniu wbijano mi siekerę, dopóki nie zaczęłam wstawać o 5;40 po bezsennych nocach, by przejechać w chuj drogi na pół godziny ćwiczeń i 8 minut jeźdzenia prądem po lędźwiach.

Z poparzonymi nogami, gdzie z wyraźnie głębszej dziury sączy się zielony płyn, a ta boli coraz bardziej miast przestawać….

Do tego wszystkiego ząbkujący syn z problemami gastrycznymi, który wyciem dniem i nocą osładza mi beztrosko płynące chwile macierzyństwa.

Gdybym mogła zabijać wzrokiem to dziś skazałabym się na piekło z bardzo prozaicznej przyczyny jaką jest psie gówne na osiedlowym trawniku.
Miałam naprawdę dobre chęci, nie odstraszyło mnie wycie (naprawde wycie!!!) Blanusi, która zmęczona najpierw odmówiła wyjścia w założonych spodniach, później ubrana całościowo odmówiła pójścia w ogóle, ostatecznie wzięłam ją na ręce co złagodziło stan histerii na chwilę.
Nie odstraszyły mnie też śnieg i zawierucha, nieodśnieżona breja na chodnikach, nie ugięłam się nawet od braku odpowiednich butów (wyszłam w tramkach) ani ciepłej kurtki.

Nawet drący się w wniebogłosy Gucio nie był w stanie zmienić mego zdania, że wszyscy wychodzimy  do “lasu” jak to mówi Blanka, czyli pobliskiego skrawka “parku” (sralni dla osiedlowych psów), by zaczerpnąć świeżego powietrza, dotknąć pierwszego śniegu i pozwolić pierdzącemu okropnie Luisowi wreszcie uwolnić kiszki od balastu.

Gucio drący w wózku, Blanka wyjąca na rękach, Luis zgięty w pół na smyczy przyczepionej do wózka. Ostatni Mohikanin czyli ja, brnący trampaki w rozpuszczonej masie śniegu….
Poddałam się i pozwoliłam pieskowi zesrać się na osiedlu, w miejscu gdzie miał być plac zabaw (marzenie do spełnienia), a jest kawałek topiącej się w zastałej wodzie trawy, obecnie przysypany śniegiem.
Było mi już wszystko jedno i nagle ją zobaczyłam…
Blondynka w leginsach, papuciach i sweterku, wyszła by powiedzieć mi :
- tu nie można wyprowadzać psów
- wiem, nigdy tego nie robię, ale w tej sytuacji chyba rozumie Pani…
- tak, tak rozumiem

Chciałam jej wykrzyczeć – gówno rozumiesz blond cipo, jeśli nie masz dwójki wyjących dzieci i psa wielkości cielaka na karku, gówno gówno gówno.

Trzeba przyznać że mamy asertywnych i zaangażowanych sąsiadów, żeby biec w taką piździawę  specjalnie na dół z komunikatem tego typu.

Wniosek : kiedyś obgadano by mnie z resztą sąsiadów za plecami, albo doniesiono na milicje.
teraz prosto w oczy otrzymałam szczerą reprymendę, to w sumie dobre.

P.S. Trampki miałam z powodu zajebania komórki tak, że nie można do niej wejść a tym samym wyjąć zimowych butów.

Posted in Bez kategorii | No Comments »

mamuśka

Jestem Mamuśką z krwii i kości.
Odczuwam satysfakcję kiedy moje dzieci są szczęśliwe i zdrowe.
Zabijam wszelkie przejawy malkontenctwa i okropnie obawiam się nadchodzącej zimy.
smętnych poranków, braku słońca, zazdrosnej Blanki, rozdartego Gucia i braku tworzących mnie samą funkcji.

Koniec dnia mamuśki upływa przy dźwięku zmywających się automatycznie naczyń ( dzięki Ci Boże!), spokojnych pochrapywań reszty domowników i kliku klawiatury.
Zamroziłam masę malin, które wczoraj sama zerwałam z krzaków, mają niesamowity smak i aromat.

W lodówce zamknęłam więc końcówkę lata, które zamierzam przemycać w pysznej malinowej tarcie w długie zimowe wieczory.
Co tu dużo gadać, nauczyłam się radzić sobie w kuchni przez ostatnie trzy lata. Muszę, a lekkość z jaką przychodzi mi obróbka przeróżnych mięs i warzyw wprawia mnie samą w zadziwienie.

Posted in Bez kategorii | No Comments »