Od kiedy zostałam żona i matką zdecydowanie częściej zdarza mi się spędzać czas w kuchni.
Mam już nawet kilka swoich wypracowanych standardów.
Przepisy: niektóre zapożyczone od znajomych i wypróbowane, inne wygrzebane z książek kucharskich, a ostatnie z czego bardzo się cieszę, również wymyślone. Powoli zaczynam dostrzegać, że gotowanie jest sztuką łączenia smaków, której ciągle się uczę.
SZARLOTKA BABCI MARYSI – nazwa robocza szarlotka teściowej.
W zupełności zasłużyła sobie na to miano, moja Teściowa dawno temu poznała tajniki tego pysznego ciasta od swojej teściowej po czym uczyniła z niego szlagier Chudkiewiczów, teraz ja doskonalę się w fachu szarlotkowym, a z tego co wiem wszyscy są zadowoleni
Składniki:
1,5 kg jabłek (dla zapracowanych gospodań polecam jabłka prażone w słoiku)
3 szklanki mąki
1-1,5 szklanki cukru
1 masło roślinne (250g)
jajko + 2 żółtka
1 łyżeczka proszku do pieczenia
cynamon na oko
Do tej szarlotki potrzeba głównie szklanki i sprawnych palców.
Najpierw robimy ciasto, najlepiej do duzej metalowej miski wsypac mąkę, cukier, dodać masło roślinne, jaja i proszek pieczony. Robię to w misce żeby jak najmniej brudzić rece w jajcach i mące, po prostu mieszam wszystkie skladniki widelcem, dziabie i dziabie az wreszcie polacza sie w miare ze soba, po czym przechodze do rekoczynów, zagniatam ciasto na gładką masę i hop do zamrażalnika na jakieś 15-20 min.
W tym czasie obieramy jabłuszka i wywalamy skórki, pestki itp, scieramy na dużych oczkach tarki, wsypujemy cukier i cynamon (nie żałować) i szarlotkowe nadzienie gotowe.
Brytwankę smarujemy masłem, obsypujemy mąką. Po wyjęciu ciasta przekrajamy na pół i jedną częścią wykładamy spód (cienką warstą), a drugą górę (po nałóżeniu jabłuszek).
Ot cała filozofia, tylko ja zawsze mam problem z tym wyłożeniem, moja teściowa ciasto rozwałkowuje, ale że dla mnie to operacja zbyt ciężka, po prostu rozgliżdzam je w palcach.